- Naprawdę? Lewandowski w Chicago Fire? To legenda! MLS jest już poważną ligą. Mamy Messiego, mamy Suareza, teraz mamy Lewandowskiego. Co za czasy... - mówią podekscytowani Amerykanie. A skoro pierwsze reakcje na transfer kapitana reprezentacji Polski są tu takie, to strach pomyśleć, co wydarzy się w USA w najbliższych tygodniach - pisze z Los Angeles Dominik Wardzichowski, korespondent Sport.pl na mundial.

Informacja o transferze Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire wywołała w USA olbrzymie poruszenie. Mnie zastała tuż przed pierwszym meczem fazy pucharowej mistrzostw świata pomiędzy Kanadą i Republiką Południowej Afryki na SoFi Stadium w Los Angeles. Gdy na ekranie telefonu zobaczyłem wpis Fabrizio Romano, specjalisty od ogłaszania transferów, i jego słynne "Here we go", a dalej informację, że Robert Lewandowski wybrał Chicago Fire, błyskawicznie zmieniłem plany. Do pierwszego gwizdka była jeszcze ponad godzina, więc zamiast na trybunę prasową, ruszyłem do kibiców, by sprawdzić, jakie emocje wywołał ten news.

Jeszcze przy wyjściu z biura prasowego trafiłem na jednego z amerykańskich dziennikarzy. - To wielki transfer dla Chicago Fire! Ludzie będą bardzo podekscytowani. Lewandowski wciąż ma ogromną jakość, a klub liczy także na liczną polsko-amerykańską społeczność w Chicago. W przeszłości udało się to z Piotrem Nowakiem, teraz wszyscy liczą, że historia się powtórzy - mówił wyraźnie podekscytowany.