Na spektakl drugiego dnia premiery "Snu nocy letniej" w Operze Wrocławskiej trafiłem dość przypadkowo. Dopiero jako szczęśliwy posiadacz biletu wyczytałem na nim, że nie opera to, lecz balet. Widać, jak to wołali uczestnicy pierwszej wyprawy krzyżowej - Bóg tak chciał!
Nie będę udawał, że się znam. Rzadko bywam na widowiskach baletowych, nie stać mnie na finezyjne smakowanie technik baletowych, porównywanie szczegółów inscenizacyjnych, posiadam też bardzo skromną znajomość baletowych nazwisk. To trochę tak jak ze znajomością wina - aby uzasadnić przewagę wina wybitnego nad winem bardzo dobrym trzeba mieć za sobą hektolitry świadomie pitego i dyskutowanego wina. Albo jak z odróżnieniem restauracji trzygwiazdkowej od dwugwiazdkowej. Z wyłączeniem ceny posiłku i czasu oczekiwania na rezerwację, oczywiście.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny
proboszcz Zawada













