"Co u pana słychać?" pyta Katarzyna Surmiak-Domańska. Bohdan Łazuka: "Powoli wracam do formy. Tymczasem instalujemy rekwizyt pod tytułem: kanapa. I przez półtorej godziny jestem bez przerwy na scenie".
Bohdan Łazuka: Przepraszam, że panią nie zaprosiłem do domu, ale mam remont. Ciągle by do nas podchodzili majstrowie: panie Łazuka to, panie Łazuka tamto...
– Las jest, a jeśli chodzi o ogród, próbowaliśmy z panią, która pomaga mi w gospodarstwie, posadzić kwiatki, ale się nie przyjęły. Natomiast kiedy mieszkałem jeszcze w poprzednim miejscu, w Radziejowicach, to przychodziła do mnie taka pani, pomoc kuchenna, i zawsze się pytała: „Panie Łazuka, panie Łazuka, kiedy pan idzie na emeryturę?". A ja mówię: „Pani Janciu, ja już jestem na emeryturze". I ona nie mogła się nadziwić. „Jak to? Przecież nie siedzi pan na przyzbie i nie patrzy, jak kwiatki rosną". Ja: „No, nie". Ona: „No to ja posadzę panu kwiatki". No i tak... Nie mam puenty w tym opowiadaniu.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
skrót wydarzeń wtorku











