Wizualnie i aktorsko zachwycający spektakl w reżyserii Michała Kmiecika rozbudza apetyt na dużo więcej, niż ostatecznie daje widzom.

„Państwo Snu" utkane jest z niedopowiedzeń i absurdów, a oniryzm często sprowadza się do braku konkretu. Wygląda na to, że sny również w teatrze rzadko posiadają sensowną pointę i fabułę pozbawioną dziur. Antyutopijny świat służy do punktowania ludzkich wad i choć wizja ta raz budzi grozę, a innym razem śmiech, nie są to refleksje ani nowe, ani tym bardziej zaskakujące.

Spodziewając się otrzymania sennika lub klucza odpowiedzi do rozszyfrowania tej historii można poczuć rozczarowanie spektaklem Michała Kmiecika. Ale czy wizyta w Państwie Snu z założenia miała być łatwa i przyjemna? Raczej nie tak wymyślił ją Alfred Kubin w powieści „Po tamtej stronie", a zatem reżyserowi trudno odmówić konsekwencji oraz wierności książkowemu pierwowzorowi. Pozostaje jednak pytanie, czy taki koncept broni się na scenie?

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Materiał promocyjny