Wojtek śpi. O kosmosie jeszcze nie śni, bo go ten kosmos jeszcze wcale nie interesuje. To hobby pojawi się dopiero za kilka lat. Teraz jest tylko niebo i Księżyc, i tyle, po co mnożyć byty, i tak jest ich zbyt wiele. Po co zaglądać w mrok?
Publikujemy fragment powieści Tomasza Maruszewskiego "Szeleścidło", wydanej nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Poszczególne dni nie mają żadnego znaczenia, tak jak żadna z gwiazd Galaktyki Andromedy nie jest ważniejsza od pozostałych. Wszystkie razem tworzą jedynie plamę – miliard diamentów rozsypanych niczym ziarnka piasku na czarnym jedwabiu. Chyba że któraś z nich wybuchnie, eksplodując spektakularnym blaskiem, przesłaniając pozostałe. Może się też rozerwać i zapaść w sobie, tworząc potwora załamującego czas i przestrzeń, który pochłania wszystko na swojej drodze. Albo pozostawić po sobie jedynie mgiełkę, łunę barw – jak pozostałość po Gwieździe Keplera, która po kilkudziesięciu tysiącach lat zniknie bez śladu. Zupełnie jak człowiek, który istnieje gdzieś wśród mroku, dopóki nie odrzuci tej ciemności, nie ryknie, nie wybuchnie i nie zabłyśnie, przełamując ją swoimi barwami. Ale nieszczęśliwie te barwy wkrótce znikają – a wraz z nimi sam człowiek.













