Są miejsca, do których nie trzeba lecieć przez pół świata, żeby poczuć zmianę. Wystarczy kilka godzin drogi, by znaleźć się tam, gdzie zamiast hałasu jest szum fal, a zamiast pośpiechu – przestrzeń. Meklemburgia-Pomorze Przednie leży tuż za zachodnią granicą Polski i od pierwszych chwil pokazuje, że gra według własnych zasad. To najsłabiej zaludniony region Niemiec, w którym aż około 30 proc. powierzchni objęte jest ochroną przyrody.Tutaj dzień wyznacza rytm natury. Między Morzem Bałtyckim a pojezierzami rozciąga się krajobraz sprzyjający temu, by na chwilę zwolnić. Poranki bywają tu ciche i chłodne, z lekką mgłą unoszącą się nad wodą, a popołudnia pachną lasem i solą znad morza. I choć brzmi to jak zapowiedź spokojnego weekendu, w rzeczywistości jest to podróż pełna kontrastów. Od podwodnych głębin po klify, które kończą się nagle, kilkadziesiąt metrów nad wodą. Właśnie ta różnorodność sprawia, że każdy dzień wygląda inaczej, a każde miejsce opowiada własną historię.

Podróż w głąb mórzNaturalnym początkiem tej opowieści jest Stralsund – hanzeatyckie miasto wpisane na listę UNESCO. Spacer po jego ulicach to wstęp do czegoś więcej niż tylko zwiedzania. Na historycznej starówce znajdują się dwa z najbardziej znanych muzeów Meklemburgii-Pomorza Przedniego: OZEANEUM i MEERESMUSEUM. Obie placówki łączy jedno: zamiast opowiadać o naturze z dystansu, pozwalają jej doświadczyć.