Zwolennicy mówią, że trzeba zobaczyć to, co poddaje się krytyce. Przeciwnicy - że w ogóle nie wolno wchodzić do miejsc z gruntu nieuczciwych, przemocowych.

Byłem na Biennale w Wenecji, w pierwsze dwa/trzy dni jej trwania. Chciałbym napisać, co widziałem, choć widziałem naprawdę mało. Tak jednak widzę zadanie tego, który widział: opisać widziane, nawet jeśli jest to zaledwie cząstka całości. Albo uczciwie skapitulować wobec tego, co zbyt jest rozbiegane, zbyt liczne, żeby poddać się wspólnemu językowi.

*

Sercem wydarzeń są Ogrody, usiane pawilonami narodowymi. Jakieś pół godziny dobrym spacerem od Placu świętego Marka. To tam, wśród innych, jest pawilon rosyjski, który budzi słuszne protesty, jednak mniejsze niż artystyczna obecność Izraela – przeniesiona do Arsenału z powodu remontu przestrzeni tradycyjnie przeznaczonej dla tego kraju. O ten pawilon – izraelski – toczą się już nie tylko dyskusje, lecz walki. Po jednej stronie – europejskie osoby i organizacje antyizraelskie czy humanitarne, i przedstawiciele krajów arabskich. Po drugiej – policja i w miarę nieliczni obrońcy.

skrót wydarzeń dnia