Świadectwo nie jest po to, żeby babcia i dziadek dali nam 20 zł. Nie jest po to, żebyśmy dostali zniżkę w sklepie. Ocena jest tylko informacją, a nie walutą. Nie może przekładać się na jakieś korzyści - mówi pedagożka, która pracowała nad koncepcją zmian oceniania przy MEN.

Afera wokół budki z lodami rozkręcona przez rzeczniczkę praw dziecka Monikę Horną-Cieślak rezonuje pytaniami nie tylko o sensowność czerwonych - a właściwie biało-czerwonych - pasków na świadectwach, ale też o sposób oceniania. Ministra edukacji Barbara Nowacka stwierdziła w Radiu ZET, że paski będą.

- Budzą dyskusje, kontrowersje, emocje, można się zastanawiać, czy taka średnia, ale szkoła jest też po to, by pokazywać najlepszych i ich wyróżniać - oceniła.

Łódzki polonista Dariusz Chętkowski na łamach "Polityki" zwraca uwagę, że pasków domagają się rodzice: "Gdyby Barbara Nowacka wsłuchała się w głosy, które dochodzą do szkół, usłyszałaby, że rodzice domagają się pasków. Chcą, aby ich dziecko też zostało wyróżnione. Nauczyciele nie mogą odmawiać, gdyż to prowadziłoby do konfliktów, które rozbijają społeczność" - pisze.

klub wyborczej