Zarabianie na lokalach z dzikimi zwierzętami jest przedmiotem gorących debat etycznych.

Słoneczne popołudnie w Tokio. Wchodzimy do pozornie zwykłej kawiarni tuż przy głównej ulicy przecinającej popularną wśród turystów dzielnicę Asakusa.

Pomiędzy stolikami gramolą się dwie duże kapibary. Obsługa zaprasza nas do szatni, gdzie zostawiamy plecaki i kurtki. Punktualnie o godz. 14 wchodzimy do wydzielonej przestrzeni, w której na co dzień mieszkają te sympatyczne zwierzęta.

Kawiarnia jest wyposażona w kilka podłużnych kanap ustawionych pod ścianami oraz parę niewielkich stolików. Menu jest skromne: kawa, zielona herbata, kakao, sok jabłkowy. W ofercie jest też coś dla kapibar: marchew za 330 jenów, czyli niecałe osiem złotych. W lokalu jednocześnie może przebywać tylko kilka osób, dlatego wizytę trzeba planować z wyprzedzeniem – zazwyczaj wszystkie miejsca są zajęte.

klub wyborczej