Jak w nocy lecą kamienie, to nawet nie wiesz, z której strony - opowiada pan Andrzej. Na Woli młodociany gang terroryzuje osiedle apartamentowców i obozowisko osób w kryzysie bezdomności.

Główną ofiarą jest pan Sławek. W lesie samosiejek, które wyrosły na dawnym stadionie Sarmaty, mieszka od dawna. Jego obozowisko poznaję po tym, że otoczenie jest ładnie zagrabione. Cały lasek to miejsce libacji usłane kapslami, butelkami i puszkami, ale w najdalszym kącie pod płotem zagajnik jest uprzątnięty.

Pośrodku stoi tapczan, palenisko, kilka domowych sprzętów, torby. Na miejscu spotykam Andrzeja, kolegę Sławka. - Byłem u Sławka w sobotę, jak znowu przyszli. Po zmierzchu najpierw świecili nam laserem po oczach i odpalili petardy. Jak ich pogoniliśmy, to wrócili za godzinę większą grupą. Poleciały na nas cegłówki - Andrzej pokazuje pokaźną kupę gruzu po dawnych zabudowaniach stadionu.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Materiał promocyjny