Pierwsze piętro to miejsce, w którym rozpoczyna się pobyt w szpitalu. To czyściec, do którego trafia się wprost z piekła, wprost z najdalszych czeluści, ze swojego dna, które ma w sobie każda z pacjentek. Siedzą one w czyśćcu długo lub nieco krócej. To czas, kiedy lekarze wdrażają leczenie farmakologiczne i psychoterapeutyczne, a organizm dopiero zaczyna reagować na nowe leki albo zmianę starych na nowe. Pacjentki na piętrze czekają na decyzję, że mogą już być przeniesione na dół. Ten dół oznacza parter, mniej rygorystyczną część oddziału, gdzie – poza świetlicą – nie zainstalowano kamer, gdzie pacjentki śpią na łóżkach, które nie mają szpitalnego wyglądu – metalowych ram, kółek i podnośników, a sale przypominają skromne pomieszczenia w schronisku górskim. Albo sanatorium. Po obiedzie pacjentki z parteru wychodzą z terapeutką na "spacery" do sklepu na całą godzinę. Te dochodzące do zdrowia mają nawet możliwość wyjścia po raz drugi o piętnastej, w ramach tak zwanego treningu samodzielności. Do dyspozycji wówczas dostają półtorej godziny. Część korzysta wtedy ze spacerów. Niektóre chodzą do kościoła, który znajduje się w kompleksie szpitalnym. Przez te półtorej godziny można zobaczyć cały świat.
"Jedyną wolnością jest palenie papierosów i widok z okratowanego okna"
Antropolożka Patrycja Trzeszczyńska w ciężkim epizodzie depresji trafiła na zamknięty oddział psychiatryczny. Ten reportaż to opowieść o miejscu, w którym rytm dnia wyznaczają pobudka, leki, posiłki, obchody i cisza nocna, jednak przede wszystkim o kobiecej solidarności: o pacjentkach, które, dzieląc wspólny los i wypracowując strategię przetrwania, stają się dla siebie siostrami. Publikujemy fragment książki 'Kobiety z oddziału 5B. Intymny reportaż z ze szpitala psychiatrycznego'.













