Ma 83 lata, tytuł profesora i wielki dorobek naukowy. Przez lata odkładał pieniądze nie po to, żeby się dorobić, ale żeby więcej dawać - domowi dziecka, szkole dla niedosłyszących, hospicjum. Stracił w siedmiu inwestycjach pod rząd. Był naiwny? A może chciwy?

- Jestem już na takim etapie życia, że dzieci się wokół nie kręcą, a żony w to nie wtajemniczam, bo ona się tylko denerwuje. Ale jak się pan pyta, co na to rodzina, co myśli, to pewnie mnie ma za frajera - mówi nam zrezygnowany.

Ma 83 lata, tytuł profesora i przez całe życie budował oszczędności.

Nie jest naiwnym emerytem. Swobodnie koresponduje po angielsku, ma wiedzę o finansach większą niż wielu młodszych o dekady. A mimo to - stracił i to siedem razy pod rząd.

Była pracownica banku, znajoma z firmy inwestycyjnej, nieznajoma pani Ewa, doradca pan Agacki. Każde z nich miało dla niego coś specjalnego. Każde zabrało kawałek tego, co przez lata odkładał — nie dla siebie, ale żeby więcej pomagać dzieciom z domu dziecka i hospicjum.