Piotruś: "Będę do ciebie przyjeżdżał co dwa tygodnie na weekend, ale pozwól mi tu być z mamą". W asyście policji i kuratorek ojciec zabrał 7-letniego Piotrusia z przedszkola tylnymi drzwiami. Matka słyszała, jak jej syn w spektrum autyzmu krzyczy i płacze.

Ewa siedziała w samochodzie zaparkowanym wśród domów jednorodzinnych pod przedszkolem syna. Była tam każdego dnia, bo obiecała Piotrkowi, że będzie czekać na niego, kiedy on będzie na zajęciach. Jej uwagę zwrócił samochód, który podjechał na parking, ale nikt z niego nie wysiadł. Po kilku minutach podeszły do niego dwie kobiety. Rozpoznała kuratorki sądowe i wpadła w panikę: "Boże, trzeba szybko zabrać dziecko!".

A potem się uspokoiła: tyle już razy próbowali jej odebrać syna, że na pewno i tym razem nic z tego nie będzie. Piotruś powtarzał: "Przecież ja się im nie dam zabrać. Nigdzie nie pojadę, tutaj będę chodził do szkoły". Niedługo potem na parking przed przedszkolem przyjechał ojciec dziecka ze swoją nową partnerką, dopiero wtedy z nieoznakowanego auta, które pojawiło się jako pierwsze, wysiedli policjanci i wszyscy razem weszli do środka.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.