"Moim sposobem na poradzenie sobie z traumą i poczuciem winy było skrajne zmęczenie, bardzo fizyczne, żeby pokonać bariery we własnej głowie, dowiedzieć się, gdzie leży granica moich możliwości. Dowiedzieć się czegoś nowego o sobie". Rozmowa z Martyną Wojciechowską, dziennikarką i podróżniczką.

Martyna Wojciechowska: Czy poszłabym na Everest? Po stokroć tak, bo zawsze warto przesunąć horyzont. Ale na własnych zasadach, jak wtedy. A to już niemożliwe.

– Ja. Bardzo. Ale to góry zmieniły się tak, że podobna wyprawa jak 20 lat temu nie byłaby już możliwa. Tłum ludzi, latające nad głową śmigłowce, robienie relacji i rolek na Instagram, GPS, łączenia na żywo – tak to teraz wygląda.

Ja topografii uczyłam się na pamięć z papierowych map. A gdy zapadała ciemność, naprawdę odczuwaliśmy noc, taką nierozświetlaną światłem ze smartfona. I nie musiałam stać w kolejce na Evereście, a tak się tam teraz często zdarza.

Materiał promocyjny