Dramat i degrengolada Rakowa Częstochowa! Zespół spod Jasnej Góry prokurował rzuty karne, grał dramatycznie w defensywie i nawet słupki oraz poprzeczki, które obijała Jagiellonia Białystok, ich nie ocaliły. Białostoczanie roznieśli Raków na jego stadionie aż 5:2, fundując mu czwartą porażkę w czwartym ligowym meczu. To może być koniec dla trenera Dawida Kroczka.

L / PAP

Dwa zespoły w dwóch różnych humorach - tak po ich ostatniej rywalizacji w europejskich pucharach można było określić Raków Częstochowa i Jagiellonię Białystok. Dla tych pierwszych to był definitywnie ostatni mecz na arenie międzynarodowej. Porażka u siebie po dogrywce 2:3 z Hajdukiem Split zamknęła Częstochowianom drzwi do fazy ligowej Ligi Konferencji. Brzydki stempel na słabiutkim starcie sezonu. Przypomnijmy bowiem, że Raków do meczu z Jagiellonią przystępował z zerem w dorobku punktowym po trzech meczach. Białostoczanie z kolei spokojnie rozbili 6:1 w dwumeczu Iberię Tbilisi i w nagrodę czekają ich mecze m.in. z Olympique Lyon i Sunderlandem w Lidze Europy.

Zobacz wideo Piekło w reprezentacji Polski. Medalistki przerwały milczenie. "Linczowali mnie przez godzinę"

Wielu spodziewało się, że Raków może zwolnić trenera Dawida Kroczka już zaraz po odpadnięciu z Hajdukiem. Dostał on jednak jeszcze co najmniej jedną szansę. Już w 4. minucie mógł znaleźć się krok bliżej do jej wykorzystania. Nie pomógł mu jednak Mahir Emreli, który, choć był kompletnie niepilnowany w polu karnym, uderzył tak, że Sławomir Abramowicz zdołał to wybronić. O wiele bardziej łaskawy dla własnego trenera był Kacper Trelowski. W 15. minucie zaliczył genialną interwencję przy strzale Conceicao z kilku metrów. Portugalczyk zmarnował jeszcze lepszą okazję, niż wcześniej Emreli.