Opuszczający szatnię, zmordowani, ale szczęśliwi piłkarze Widzewa, przysiedli sobie na krawężniku. Część z nich nawet nie wiedziała, kto tę historyczną bramkę strzelił - komentator TVP Jacek Laskowski wspomina w felietonie "Sport w 4K" chwile, które spędził z łódzkim zespołem na słynnym meczu z Broendby Kopenhaga.
30 lat, a jakby to wczoraj było. 30 lat od jednej z najbardziej niesamowitych historii w polskim futbolu. 30 lat od jednego z najbardziej niezapomnianych przeżyć w mojej komentatorskiej karierze. 30 lat od dwumeczu Broendby - Widzew.
Wtedy jeszcze nikt nie był w stanie przewidzieć, jak w następnych latach będzie się zmieniała Liga Mistrzów i że przez te kolejne 30 lat tylko raz zobaczymy w niej zespół z Polski. Jeden z najwybitniejszych piłkarzy tych rozgrywek, Robert Lewandowski, wtedy kończył dopiero osiem lat. Champions League była jeszcze bardzo wąska, składała się faktycznie z samych mistrzów, ale i tak niełatwo było się do niej dostać. Gdy okazało się, że Widzew trafił w rundzie kwalifikacyjnej na Broendby, euforii w Łodzi nie było. Prawo Bosmana dopiero raczkowało, krajowi mistrzowie naszpikowani byli reprezentantami swoich państw, nie inaczej było w przypadku mistrzów Danii.






