Krótką mamy pamięć. Nie pamiętamy, co rok temu było prawdziwą katastrofą, nie pamiętamy Helsinek, żenujących przepychanek z opaską kapitana. Teraz to już jest po prostu sport. A w sporcie nie zawsze się wygrywa - pisze po towarzyskich meczach reprezentacji Jacek Laskowski, komentator TVP Sport, w felietonie z cyklu "Sport w 4K".
Kiedy kończyłem komentować barażowy mecz ze Szwedami, było mi, jak nam wszystkim, po prostu żal. Żal, że akurat tak się to skończyło, że na ten mundial po raz pierwszy od lat Polska nie pojedzie. Ale było mi też żal czegoś innego. Wiedziałem, że właśnie w tym momencie sympatyczna aura wokół naszej kadry prysnęła jak bańka mydlana. Choć może nikt wtedy jeszcze o tym nie myślał, ja wiedziałem, co na początku czerwca nas czeka. Minęły dwa miesiące, nadeszły towarzyskie mecze rozgrywane w cieniu zbliżającego się mundialu, mecze, w których niczego zyskać się nie dało, można było w nich tylko stracić. Mecze, których nie wygrywając wyraźnie do zera reprezentacja Polski aktywuje w nas uśpiony na chwilę wirus - wirus furiozy.






