Jedni z niepokojem liczą, że od Rolanda Garrosa Maja Chwalińska wygrała tylko jeden mecz. A inni już nawet nie oczekują, że Polka nawiąże do fantastycznej gry i wyników z Paryża. Szybko poszło. Kibicując Chwalińskiej musimy się uzbroić w cierpliwość. Innej opcji nie ma.
Jeden mecz i koniec. Maja Chwalińska tuż przed US Open zdecydowała się na grę w mniejszym turnieju w Monterrey, żeby spróbować nabrać więcej regularności i pewności siebie. Tymczasem w Meksyku odpadła już po swoim pierwszym meczu singlowym i ewentualnego ogrania może szukać tylko w deblu. W singlu nie znalazła tego, po co pojechała. Nie wyszło. I, niestety, wygląda na to, że jeszcze wiele razy w najbliższym czasie Chwalińskiej może się nie poukładać.
- Czy widzę ją daleko w US Open? Raczej nie – odpowiedziała szczerze na pytanie Sport.pl Johanna Konta. Była numer cztery światowego tenisa dopiero co zachwycała się Chwalińską, a teraz w nią nie wierzy? Nie, to nie tak. Brytyjka jest cenioną ekspertką i za to bierze pieniądze od Eurosportu, żeby uczciwie, fachowo analizować sytuację. A obecna sytuacja Chwalińskiej jest całkiem inna niż była na przełomie maja i czerwca.
Chwalińska sprawiała, że legendy młodniały
Można powiedzieć, że w maju, czyli miesiącu matur, Chwalińska zaczęła zdawać tenisowy egzamin dojrzałości i w czerwcu dostała się na wymarzone studia. Przez lata nasza zawodniczka pracowała na coś takiego, co przeżyła w Paryżu. Kiedy zaczynał się Roland Garros 2026, była 114. tenisistką światowego rankingu, a dziś jest 21. Do turnieju głównego przebijała się z eliminacji. A doszła na szczyt, aż do finału. Dokonała czegoś takiego jako pierwsza tenisistka w historii paryskiego turnieju.






