Sport łączy? Trudno znaleźć fragment rzeczywistości, z którym prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz nie byłby skonfliktowany.
Gruchnęła wieść, że Polkomtel nie zamierza przekazać pieniędzy, które Radosław Piesiewicz przeznaczył na premie dla multimedalisty z Mediolanu Kacpra Tomasiaka i innych olimpijczyków. Po gwałtownym zerwaniu przez PKOl współpracy z Polsatem w przeddzień startu igrzysk, trudno się jednak tej decyzji dziwić.
Zobacz wideo Interesują się sportem raz na 4 lata. "Nie mogę na to patrzeć"
Wszyscy znamy imperium Polsatu. Wiemy, że jego właściciele nie chcą, żeby ich klienci wiązali ich z jedną ze stron sporu politycznego w Polsce, nie wnikamy w motywacje. Byli więc idealnym z punktu widzenia PKOl partnerem, bo nie interesowało ich, czy Piesiewicz łasi się do prezydenta Karola Nawrockiego, czy nie, czy ma w obecnym rządzie wrogów, czy nie. I oto co robi Piesiewicz: konfliktuje się z Polsatem. Co kończy się tym, że zagrożone są premie dla olimpijczyków.
A skąd ten konflikt? Szef PKOl uznał, iż liderem opozycji wobec niego w komitecie jest jeden z jego zastępców - Marian Kmita, dyrektor ds. sportu w Polsacie.






