Gdzie PKOl popełnił grzech pierworodny? Co musi się zdarzyć, żeby skamieniała grupa sojuszników prezesa Radosława Piesiewicza przejrzała na oczy?
Obserwujemy największą degrengoladę Polskiego Komitetu Olimpijskiego w historii. Jego prezes Radosław Piesiewicz zaraz może być Radosławem P.
Służby zatrzymały go w związku z podejrzeniami o przyjęcie korzyści materialnych od szefa giełdy Zondacrypto Przemysława Krala. Sytuację pogorszyły pokrętne wyjaśnienia szefa komitetu na temat luksusowego zegarka za 40 tysięcy euro. Ten kosztowny przedmiot miał być prezentem nie-prezentem od sypiącego w prokuraturze Krala, szefa tytularnego sponsora PKOl.
Ta renomowana do niedawna organizacja ucierpiała z powodu niebywałej elastyczności moralnej części członków zarządu. Pozostawali oni ślepi na coraz bardziej niepokojące sygnały oraz okoliczności decyzji swojego lidera. Głusi na argumenty o niszczeniu wizerunku szanowanej instytucji, stanowili w niej blokującą większość. Stali za Piesiewiczem w imię politycznego interesu, ciągnąc cały komitet w przepaść.
Teraz PKOl osiągnął dno tej przepaści.















