Mieszkańców zmuszono do wysiedleń, a ich wioski zatopiono. Tak powstał ogromny Zalew Siemianówka. Życie w okolicy powoli ułożyło się, ale teraz mieszkańcami wstrząsnęła pogłoska o czekającym ich kolejnym dramacie: planach osuszenia zbiornika. - To byłoby wbicie noża w plecy wielu ludziom - mówią.
Z czynnej od roku restauracji w Starym Dworze można wyjść wprost na jedną z plaż przy Zlewie Siemianówka. Specjalnością tutejszej kuchni jak sandacz z tołkanicą, czyli z zapiekanym ziemniakami utłuczonymi na gładką masę z dodatkiem podsmażonej cebuli oraz skwarek z boczku. To danie jest popularne na polsko-białoruskim pograniczu. W menu, obok listy serwowanych dań, rzuca się też w oczy poruszający opis historii zalewu: "Mieszkańcy opuścili domy i często zabierali ze sobą, garść ziemi, ikonę lub fragment domu, by pamięć nie zniknęła pod wodą. Często zamykali okna i drzwi deskami - nie dla praktycznej potrzeby, lecz by symbolicznie pożegnać miejsce, w którym spędzili całe życie. Dziś pod spokojną taflą wody kryje się historia ludzi i domów". Dramat ludzi wysiedlonych ze swoich domów rozegrał się w czasach PRL-u. Zalew Siemianówka (Jezioro Siemianowskie) zwany jest "podlaską Atlantydą". Teraz po przyległych do tego zbiornika wioskach krąży druzgocąca mieszkańców pogłoska, że może on zostać osuszony.








