Poziom wody w jeziorze Piaseczno na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim spadł tak mocno, że pomosty stoją dziś na suchym lądzie, a rowerki wodne grzęzną w mule. Przedsiębiorcy znad jeziora alarmują o widmie plajty, ale naukowcy mówią o jeszcze większych problemach.

- Ludzie omijają naszą plażę i bary, żeby iść na tę stronę jeziora, gdzie można się normalnie kąpać. Bo u nas jest totalne błoto, wejdziemy w wodę po kostki, to zaraz będziemy w mule po same kolana – ubolewa przedsiębiorca, który prowadzi gastronomię nad jeziorem Piaseczno na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim.

Bar znajduje się na zachodnio-północnej plaży. To, co się tu stało, najlepiej obrazuje drewniane molo, które znajduje się metr powyżej ziemi, na suchym lądzie. Na sprzęt wodny jest za płytko, grzęźnie w mule, a chętnych i tak jest coraz mniej. - Rowerki wodne, w które zainwestowaliśmy trzy lata temu, zostały w domu, bo nie opłacało się nawet ich wyprowadzać. Ludzie pytają, ale nie ma sensu, żeby się babrać w błocie. Mam nadzieję, że są to naturalne procesy, bo to jest jezioro krasowe, które ma cykl i raz na osiem lat przybiera wodę, a później ją musi oddać – dodaje przedsiębiorca.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.