Polska ma problem nie tylko z małą ilością wody, lecz także z jej zatrzymywaniem. Zalew Sulejowski pokazuje skutki: cofniętą taflę, puste kąpieliska i łódki w piachu.

Emilia z Piotrkowa Trybunalskiego jeszcze kilka lat temu często jeździła nad Zalew Sulejowski. Blisko, wygodnie, bez wielkiej wyprawy. Wystarczyło spakować rzeczy i pojechać nad wodę.

Teraz robi to coraz rzadziej.

- Za każdym razem, jak tam jestem, woda strasznie śmierdzi - mówi.

Podobnie jest z Marysią. 30-letnia mieszkanka Tomaszowa Mazowieckiego kiedyś lubiła jeździć nad zalew z dziećmi, zwłaszcza w upalne dni. Nie trzeba było planować urlopu nad Bałtykiem ani ruszać na Mazury. Mieli swoje małe morze niedaleko domu.