Jeszcze nieco ponad rok temu Alicja Rosolska fruwała przy siatce, ale w minionych miesiącach - zamiast tego - musiała... ciągnąć po korcie lewą nogę. Teraz powiedziała "pas" zawodowemu tenisowi, ale za sprawą niedawnego powrotu do gry po udarze ostatni etap jej 24-letniej kariery nabrał szczególnego znaczenia. A zakończyła ją w wyjątkowym dla niej miejscu.
Znów blisko, ale jednak zabrakło. Tak można byłoby podsumować ostatni w karierze występ Alicji Rosolskiej. Znana ze swojej pogodnej natury 40-latka, która dotarła do finału challengera WTA w Warszawie, w przeszłości bowiem już dwukrotnie była o krok od triumfu w międzynarodowym turnieju rozgrywanym w stolicy Polski. Po tym trzecim podejściu czuła z jednej strony radość, a z drugiej... ulgę.
Zobacz wideo Rozbrajająca odpowiedź Chwalińskiej. To zapamięta z Roland Garros
Niezwykła tenisowa klamra po 30 latach. Rosolska w czasie meczu musiała wyłączyć... budzik
Wielu tenisistów marzy, by ostatni turniej w karierze zagrać w ważnym dla siebie miejscu. Rosolska to marzenie spełniła. Pożegnała się w Warszawie, swoim rodzinnym mieście, w którym w 2002 roku rozegrała też pierwszy w karierze zawodowy turniej. Wówczas jeszcze jako singlistka.






