Niezłomność i determinacja Ewy Pajor, by przezwyciężyć prywatne fatum i wznieść w końcu puchar za triumf w Lidze Mistrzyń, doczekały swej nagrody po dekadzie. - To najważniejszy dzień w moim życiu - wyznała 29-letnia gwiazda polskiej piłki. Zła passa została przełamana. To musi być początek dobrej.

Uderzenie piłką w twarz było tak mocne, że przestraszyło nauczyciela. – Bałem się, że ma złamany nos lub wybite zęby – wspominał Piotr Kozłowski. Ewa Pajor miała wtedy osiem lat i podczas zajęć w świetlicy, w szkole podstawowej w Wieleninie, grała z chłopcami w piłkę nożną w sali gimnastycznej. Kolega, który kopnął piłkę, był znacznie starszy i też bardzo się zląkł, gdy futbolówka uderzyła w twarz dziewczynki.

Pajor – mała gwiazda

Ewa była mała nawet jak na swój wiek. Piotr Kozłowski, wtedy nauczyciel, a potem pierwszy trener Pajor, pomyślał w tamtej chwili, po tamtym uderzeniu w twarz, że dziewczynka zniechęci się do sportu. – A ona po dwóch minutach wróciła na boisko i powiedziała, że chce grać dalej. Zaskoczyła mnie, ale nie po raz pierwszy – wspomina Kozłowski.