Dwa lata po śmierci 25-letniego strażaka z Białego Dunajca jego matka wciąż czeka na sprawiedliwość. Teraz policja bada, czy ktoś celowo niszczy grób Pawła.
Grób Pawła Ziętkowicza zniszczył ogień. Kamień jest osmolony, niektóre znicze są stopione, a granitowe serce z napisem „Odszedłeś, choć nie chciałeś..." jest uszkodzone. Pod nim została wielka, czarna plama po pożarze.
Grób spłonął niemal dokładnie dwa lata po tragicznej śmierci młodego strażaka. Człowiek, który zabił 25-latka, wciąż chodzi na wolności.
Na cmentarzu w Białym Dunajcu jestem kilka dni po pożarze nagrobka. Kamienne płyty są rozgrzane od słońca. Między grobami spotykam Monikę, która regularnie przyjeżdża tu na grób matki. Pokazuję jej osmolony nagrobek Pawła. Odpowiada: - Mnie samej pękł kiedyś znicz na grobie mamy. Wosk rozlał się po nagrobku i zaczął płonąć. Sąsiedzi wcześniej ostrzegali mnie nawet, żebym nie zostawiała obok sztucznych kwiatów, bo przy takim pożarze mogą się zapalić.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.






