Partie musiałyby coś wymyśleć, a włodarze samorządów mogliby i powinni pójść śladem Rafała Trzaskowskiego, ale nie muszą. Najlepiej byłoby gdyby wszystkie lokalne placówki w całym kraju przestały być spółkami i stały się firmami zarządzanymi przez państwo, wojewodów, prezydentów miast i starostów.

Wyborcza to Wy. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Co starsi ludzie pamiętają, że i w PRL, i już w III RP były publiczne szpitale, przychodnie, ambulatoria. Tysiące ludzi, od ministra po salowe, lepiej czy gorzej, wykonywało w tym agregacie swoje funkcje. A od roku 1997 jest to już realizacja art. 68. Konstytucji RP: "Każdy ma prawo do ochrony zdrowia".

Czy po roku 2004, gdy ustawą powołano odrębną instytucję przekazującą pieniądze podatników do określonych placówek medycznych na określone zabiegi, czyli Narodowy Fundusz Zdrowia, ochrona ta się polepszyła?

NFZ ma centralę w Warszawie i szesnaście oddziałów wojewódzkich. Zatrudnia ponad 5,6 tys. ludzi. W roku 2023 koszty samego urzędu wyniosły ponad 1,2 mld. złotych, a na rok 2026 przewidziano już ponad 1,7 miliarda. Grosz publiczny zawsze ma być wydawany roztropnie, choć ten wydatek to nawet nie jeden procent z 217,4 miliardów składek zdrowotnych, które NFZ ma w roku 2026 przekazać służbie zdrowia.