Hubert Hurkacz bardzo przekonująco pokonał w Montrealu Chilijczyka Alejandro Tabilo 6:4, 7:6 (4), dzięki stabilnemu, rzetelnemu serwisowi. W następnym meczu zagra prawdopodobnie z Daniiłem Miedwiediewem.
Fot. Eric Bolte / IMAGN IMAGES via Reuters Connect
W ponad 30-stopniowym skwarze (w tenisa nie powinno się grać w pustynnej spiekocie, bo jak wskazuje czasownik, jest to gra – aktywność wymyślona dla przyjemności) Polak pokonał Alejandro Tabilo (ATP 26) 6:4. 7:6 (7-4). Wyższa pozycja Chilijczyka w rankingu bierze się z przerwy od tenisa po kontuzjach Polaka. To Hurkacz był nieznacznym faworytem spotkania w Montrealu (ATP 1000).
Alejandro Tabilo, orzech twardy
Już na początku meczu Alejandro Tabilo (ATP 26) pokazał, że zasłużona jest fama o tym, iż jest trudnym przeciwnikiem dla najlepszych, gdy nie ma formy, a piekielnie trudnym, gdy ją ma. A akurat ją ma – dowodem był półfinał w Waszyngtonie przed kilkoma dniami. Już w drugim gemie serwisowym przełamał podanie Hurkacza (ATP 72), co w meczach Polaka oznacza dla niego wielkie kłopoty. Ale były też dodatkowe czynniki. Tabilo jest leworęcznym wieżowcem (191 cm wzrostu, Hurkacz 196) i choć statystyki Polaka w meczach z mańkutami są bardzo dobre (34-11), to w tym roku jednej z dwóch najbardziej zaskakujących porażek doznał w Montpellier z lewej ręki Martina Damma (ATP 211). No, ale był to dla Hurkacza dopiero drugi turniej indywidualny po półrocznej przerwie od gry.






