Uśmiechała się od ucha do ucha, kiedy wchodziła na kort. Później aż zakrywała dłonią twarz, gdy w przerwach Polacy z Kanady pięknie jej kibicowali. Czy przesadzili ci, którzy próbowali robić sobie wtedy z Mają Chwalińską selfie? Być może, ale to nie dlatego w swoim debiucie w turnieju rangi WTA 1000 Chwalińska przegrała w Toronto z Talią Gibson 5:7, 1:6.
Dwa miesiące temu Maja Chwalińska grała w finale Rolanda Garrosa. Doszła na szczyt, rozpoczynając od eliminacji. Podbiła świat, poznała takie sławy jak Andre Agassi czy John McEnroe. Jej grą i jej historią naprawdę zachwycali się wszyscy, którzy lubią tenis. Z kolei nieco ponad miesiąc temu w pierwszej rundzie Wimbledonu Polka miała piłkę meczową, ale prowadząc 6:2, 5:2 upadła, uszkodziła kostkę i przegrała ten mecz. W Toronto, po długiej przerwie, rewelacja bieżącego sezonu wróciła do gry. I przez godzinę to było prawdziwe święto. Jaka szkoda, że trwało tylko tyle…
Już w pierwszej akcji meczu z Talią Gibson Maja Chwalińska posłała przepiękny skrót tuż za siatkę. Ze wsteczną rotacją, naprawdę nie do obrony. Ale Australijka odpowiedziała podobnym skrótem. Tylko teoretycznie to Chwalińska była faworytką tego meczu, ale do tego jeszcze wrócimy. Najpierw powiedzmy szczerze: wszyscy chcieliśmy wierzyć, że jest inaczej.






