Jest tu sporo gapiów, ktoś słyszał wybuch o godzinie 3, a wielu o 5 usłyszało nisko lecący samolot - relacjonuje dziennikarka "Wyborczej" Agata Kulczycka. - Ludzie ze strachem zastanawiają się, czy będzie wojna i mnie o to pytają - donosi reporterka.
W nocy ze środy na czwartek, o godzinie 3:40 polskie radary wykryły obcy obiekt lecący nad Lubelszczyzną w kierunku zachodnim, który spadł w okolicach wsi Tarnawa-Kolonia. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych wysłało w ten rejon dyżurny myśliwiec F-16. To standardowa procedura przy naruszeniu przestrzeni powietrznej. Sześć minut później, o 3:46, zanim pilot zdążył jednoznacznie zidentyfikować obiekt, zniknął on z ekranów radarów. Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych poinformował, że wojsko wykryło dwa pociski, które bezpośrednio zagrażały Polsce. Jak przekazał, był gotowy wydać rozkaz ich zestrzelenia.
Mniej więcej w tym samym czasie, o 3:50, w Lublinie i Krasnymstawie zawyły syreny alarmowe. Alarm odwołano po kilku minutach. Jak przekazał rzecznik wojewody lubelskiego Marcin Bubicz, decyzję o uruchomieniu syren podjęto zgodnie z dyspozycją Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, w związku z operowaniem rosyjskiego lotnictwa i działaniami zbrojnymi na Ukrainie. Burmistrz Krasnegostawu Daniel Miciuła zapewniał, że system ostrzegania zadziałał sprawnie i apelował do mieszkańców o spokój oraz śledzenie wyłącznie oficjalnych komunikatów.












