Kiedyś przejmowałem się, że ktoś z inteligenckiego środowiska popatrzy na mnie jak na robola. Dzisiaj mnie to nie obchodzi.

Każdy miał własny powód.

Grzegorz, 42 lata, z wykształcenia socjolog, dziś mechanik lotniczy: – Rozliczałem unijne dofinansowania różnych projektów. Narastało we mnie poczucie, że w pracy administracyjnej przewalam papiery i nic z tego nie wynika. Nawet jeśli formalnie dotyczyło to pomocy społecznej, to ja sam nie pracowałem z ludźmi, tylko z tabelkami i fakturami. Dziś naprawiam samoloty.

Piotr, 38 lat, kiedyś architekt, dziś rzemieślnik: – Studia architektoniczne były wspaniałe, ale praca w biurze okazała się monotonna i rozczarowująca. Siedziało się przy komputerze, coś się rysowało, drukowało, nanosiło zmiany. Dużo tej pracy projektowej było na nic i ostatecznie i tak lądowało w koszu. W końcu wziąłem dłuższy urlop, żeby nadgonić zamówienia na rzemieślnicze noże, które robiłem po godzinach. Do biura nie wróciłem, prowadzę pracownię.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.