Cukiernik spogląda przez okno na "pływającą podłogę" i w głębi duszy cieszy się, że nie zdążył przetransportować 600-kilogramowego pieca.

Jarosław Dudek ze smutkiem patrzy na lokal przy ul. Kościuszki w Będzinie. Nie możemy wejść do środka. Stoimy więc w podwórzu, przy oknie.

Sosnowiczanin planował, że otworzy w tym miejscu rzemieślniczą cukiernię. - Miejsce wymarzone. Tuż obok stacja PKP, dworzec autobusowy. Masa ludzi tędy przechodzi. Do tego bezpłatny parking, więc jak ktoś nie zdecyduje się na spacer, to i autem podjedzie - mówi.

Od kilkunastu dni ten plan jest już nieaktualny. Pod tym adresem cukierni nie będzie. - Tyle pracy włożyłem w to miejsce... - mężczyzna zawiesza głos. - Nie stać mnie na ekipę remontową, więc zmieniałem to miejsce własnymi rękami. Na barkach wyniosłem kilka ton gruzu i stali - wzdycha.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.