Czara goryczy się przelała - mówi 19-letnia Sonia. Czy Generacji Z, której przedstawiciele masowo protestują pod oknami prezydenta Ukrainy, zamarzył się własny Majdan?

Korespondencja z Kijowa

„Ze! Usłysz nas! Wyjdź do ludzi!" — czytam na jednym z transparentów. Prawie każdy z demonstrantów, którzy wypełnili plac Iwana Franki, trzyma w ręku tekturkę z jakimś hasłem. Część dopiero je wymyśla, smarując markerem po kartonie. Średnia wieku? Na oko 20–25 lat.

„Ze" to Wołodymyr Zełenski. Bliżej jego siedziby zwykli śmiertelnicy podejść już nie mogą - położony wyżej kwartał rządowy jest od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji odgrodzony.

Kto wie, może prezydent obserwuje nas teraz z socrealistycznego gmaszyska górującego nad placem? Ale jeśli nawet nie obserwuje, to — o ile urzęduje w biurze w upalny wtorkowy wieczór — z pewnością do jego uszu dochodzą okrzyki tłumu: „Hańba!", „Ukraina to nie Rosja!", „Władza to nie żart!", „Nam nie jest wszystko jedno!".