"Oni mają pierwszeństwo do lekarza". "Oni dostają mieszkania". "Żyją z naszych podatków". "Przyjechali dobrymi samochodami, więc żadni z nich uchodźcy". "Skąd mają smartfony?". "To sami młodzi mężczyźni". Siła tych opowieści kremlowskich trolli i polityków prawicy polega na tym, że podpinają się pod prawdziwe doświadczenie niedoboru.
Siedzimy przy stole. Żona, ja i znajoma Ukrainka. Następnego dnia wraca do kraju. Opowiada o przerwach w dostawach prądu, że trudno rzeczy mrozić, bo energia zawsze może zniknąć. Ale też o tym, że w Polsce boi się odbierać telefon w komunikacji miejskiej. Boi się mówić po ukraińsku. Albo nawet po polsku, ale z akcentem. Bo nie wie, co będzie, gdy komuś się to nie spodoba.
Pokiwaliśmy z żoną głowami. „To straszne" – powiedzieliśmy. „Wstyd" (a, jak mawiał Karol Modzelewski, „za rodaków wstydzi się tylko patriota"). „Trudno uwierzyć, jak szybko zmieniła się atmosfera". „Tak, tak, okropne to wszystko".
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
skrót wydarzeń dnia









