Niesamowite - odbyły się na tych mistrzostwach świata 104 mecze i akurat finał może kandydować do miana najgorszego. Bardzo długo jedynym show, jakie zobaczyliśmy, było to z przydługawej przerwy, gdy za mikrofon chwyciły Madonna, Shakira i inne gwiazdy. Argentyna uprzykrzyła ten mecz Hiszpanom i wszystkim dookoła. W końcu jednak poległa i przegrała 0:1, co wielu będzie poczytywać jako dziejową sprawiedliwość.
Trudno o bardziej zasłużonego zwycięzcę finału i całego mundialu. Hiszpania - pokopana przez Argentyńczyków, prowokowana przez dwie godziny, momentami sfrustrowana brakiem rekcji sędziego Slavko Vincicia - była zespołem zdecydowanie lepszym. Jedynym, który chciał grać w piłkę. I w końcu - w drugiej połowie dogrywki - znalazła tę jedną akcję, która dała jej drugie w historii mistrzostwo świata. Znalazła też nieoczywistego bohatera - wyciągniętego z ławki Ferrana Torresa, który znikał z każdym kolejnym meczem, był mocno krytykowany, długo nie mógł trafić do bramki, ale akurat w finale uderzył perfekcyjnie. Był cierpliwy. Tak, jak cierpliwa była cała Hiszpania.
Jedyne show w tym meczu
Gdy w 10. minucie realizator zawiesił na dłużej oko kamery na loży dla najważniejszych gości, zastał Donalda Trumpa i Gianniego Infantino pogrążonych w dyskusji. Spijali sobie z dziubków nawet nie zerkając na boisko, czym raz jeszcze udowodnili, że piłka nożna jako taka niespecjalnie ich interesuje. Może zachwycali się jeszcze pomysłem, by puchar świata wnieść na murawę w kufrze Louis Vuitton? Może prezes FIFA właśnie zdradził prezydentowi USA, ile na tym zarobił? Uśmiechy tych dwóch biznesmenów mogłyby to sugerować. A może wspominali akurat przemówienie Tom’a Cruise’a, które ni to podsumowywało mundial, ni to zapowiadało finał? Już lepszym pomysłem od występu gwiazdy Hollywood było oddanie mikrofonu legendarnemu konferansjerowi Michaelowi Bufferowi, by wykrzyczał, że czas przygotować się na grzmoty. Jego zwrot "Let’s Get Ready to Rumble" od ponad 40 lat poprzedza najważniejsze bokserskie walki. Ceremonia poprzedzająca finał była więc niezłym streszczeniem całego mundialu: pieniądze przede wszystkim i upchnięcie możliwie wielu amerykańskich akcentów.






