Miał być trenerem na chwilę, został na osiem lat. Wygrał to, czego wielcy przed nim wygrać nie potrafili. Skłóconą grupę przemienił we wspólnie grillujących przyjaciół. "Zdjął plakat Messiego ze ściany i odłożył na stoliku nocnym" - pisze prasa. Pokazał siłę łez. Kto wie, czy nie jest dziś nawet najważniejszym Lionelem w kadrze Argentyny. Proszę państwa, oto selekcjoner Lionel Scaloni.

Gdy w 2018 roku toksycznej spuścizny po Jorge Sampaolim nie chcieli przejąć wielcy Mauricio Pochettino czy Diego Simeone, drużynę tymczasowo dostał niskobudżetowy człowiek znikąd, Lionel Scaloni. - Czy my oszaleliśmy? Przecież on nie potrafiłby nawet kierować ulicznym ruchem - mówił pół żartem Diego Maradona. Scaloni jednak na pracę w reprezentacji Argentyny miał precyzyjny plan. - Lubię spędzać czas z kumplami, jeść grilla, pić mate i grać w Truco (grę karcianą). To są rzeczy, które chyba wszyscy cenimy najbardziej - opisywał. Jak mówił, tak zrobił, a przy tym jeszcze głośno zapłakał. Zadziałało!

Rozpad Argentyny. "Już ci nie ufamy"

Nim jednak zajmiemy się roniącym łzy Scalonim, przyznać trzeba, że w 2018 r. kibice Albicelestes sami mogli płakać, ale z żalu i rozpaczy. Argentyna w trakcie fazy grupowej rosyjskiego mundialu traciła gole z każdym: zremisowała z Islandią, przegrała z Chorwacją, a strzelając w końcówce meczu z Nigerią, szczęśliwie wślizgnęła się do 1/8 finału. Tam jednak szybciutko odpadła z Francją.