Zamiast stukotu końskich kopyt na drodze do Morskiego Oka - puste wozy z kartkami informującymi, że tego dnia transport nie wyjedzie. Aktywiści przyjechali na kolejny protest, ale zabrakło tego, przeciwko czemu chcieli protestować.
Od ponad piętnastu lat droga do Morskiego Oka jest areną konfliktu, który dawno przestał dotyczyć wyłącznie koni. Stał się symbolem zderzenia tradycji z aktywizmem, emocji z nauką, internetu z rzeczywistością. Jedni mówią o wielowiekowej góralskiej tradycji, drudzy o cierpieniu zwierząt.
Każdego sezonu wraca ten sam scenariusz. Są transparenty, kamery, internetowe transmisje, krzyki. Tak samo miało być także w sobotę. Tym razem wydarzyło się jednak coś, czego nie spodziewał się nikt.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Materiał promocyjny








