Dwie asysty Leo Messiego zapewniły Argentynie zwycięstwo 2:1 w dramatycznym meczu z Anglią i prawo gry w niedzielnym meczu o złoto, który odbędzie się w Nowym Jorku. 39-letni gwiazdor w finale mundialu wystąpi już po raz trzeci. Rywalem Hiszpania - kraj, w którym wyrósł na piłkarskiego geniusza.

"Anglia zna rękę boga, a teraz pozna jego lewą stopę" – mówił przed półfinałem w Atlancie charyzmatyczny Szwed Zlatan Ibrahimović. "Ręka boga" to oczywiście nawiązanie do mundialu w Meksyku sprzed 40 lat, gdy w ćwierćfinale Diego Maradona dał Argentynie zwycięstwo nad Anglią 2:1 (a potem poprowadził ją do złota). Pierwszego gola w tamtym legendarnym meczu Argentyńczyk strzelił ręką, co przeoczył sędzia - w tamtych czasach nie było wideoweryfikacji (VAR). Maradona zdobył potem także drugą bramkę, która też doczekała nazwy własnej - "Gol stulecia", po slalomie między sześcioma angielskimi piłkarzami.

Traumy Beckhama

Po tamtym meczu na Estadio Azteca Argentyńczyk, pytany o pierwszą bramkę, powiedział, że została zdobyta "trochę głową Maradony, a trochę ręką Boga". Tak narodziła się legenda, o której pisano książki, poematy, nakręcono filmy. Dla Argentyny była to zemsta za porażkę w wojnie o Falklandy/Malwiny w 1982 roku, dla Anglii największe oszustwo w dziejach sportu, który przecież sami wymyślili.