Ruszyła maszyna. Europa podgryza Gianniego Infantino. Oczywiście to tylko teatrzyk. Ani UEFA, ani parlament europejski nie mają siły, aby Szwajcarowi realnie zaszkodzić. Warto jednak pamiętać, że zmiana na stanowisku szefa Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej nie musi oznaczać, że coś się zmieni na lepsze. Wręcz przeciwnie. Na jego stołek czyhają jeszcze gorsi autokraci.
Zawieszenie dyskwalifikacji amerykańskiego piłkarza Folarina Baloguna na mecz 1/8 finału mistrzostw świata okazało się idealnym paliwem do tego, na co Europa miała już dawno ochotę. Lista grzechów Gianniego Infantino była naprawdę długa, ale do tej pory mieliśmy raczej do czynienia z naginaniem reguł i wykorzystywaniem absolutnej władzy szefa FIFA niż jawnym przekraczaniem zasad. Przyznanie mundialu Arabii Saudyjskiej, organizacja wbrew protestom Klubowych Mistrzostw Świata, horrendalne ceny biletów na turnieju w Meksyku, Kanadzie i USA, przyznanie bez konsultacji Pokojowej Nagrody FIFA Donaldowi Trumpowi, żenujące umizgi do Władimira Putina w Rosji, brak reakcji na łamanie praw człowieka w Katarze, przymykanie oczu na niezgodne ze statutem FIFA działania Izraela. Tę listę kontrowersji, które wywołał Infantino, można by jeszcze długo ciągnąć. Jednak do tej pory nikt nie złapał go za rękę na manipulacji przy samej grze. Aż do teraz.















