Po meczach 1/8 finału mistrzostw świata po świecie niesie się hasło: Europa to potęga. To oczywiście nieprawda. To nie Europa jest potęgą, ale kilka krajów z jej zachodniej części. Niemal wszystko, co dzieje się w piłce nożnej, jest dla nich, przez nich i w ich interesie. Turnieje takie jak mundial to tylko zasłona dymna.
Firma Deloitte właśnie ogłosiła swój coroczny raport o stanie finansowym europejskiej piłki nożnej. I wygląda to imponująco. Łączne przychody za sezon 2023/24 wyniosły 40,3 miliarda euro, a prognozowane na sezon 2025/26 są aż 44 miliardy. Wszystkie inne kontynenty wyglądają przy Europie jak kocmołuch przy księżniczce. Może z wyjątkiem Ameryki Południowej, która może liczyć na status ubogiej krewnej.
Pięć krajów tuczy się na piłce
Oczywiście to bogactwo całej Europy to tylko złudzenie. Tak naprawdę znakomita większość tych przychodów wypracowywana jest w pięciu krajach: Anglii, Francji, Hiszpanii, Niemczech i Włoszech. Z 44 mld euro prognozowanych przychodów w tym sezonie aż 25,6 mld przypada na ligi tych krajów. Dalsze 2,5 mld przypada na związki piłkarskie tych krajów. Z grubsza licząc: dwa z trzech euro, które wypracowuje piłkarski przemysł w Europie, wpada do kieszeni Niemcom, Anglikom, Francuzom, Włochom i Hiszpanom. A przecież nie stanowią oni nawet połowy mieszkańców Europy.






