Futbol przestaje być rozrywką tylko Europejczyków i podbija kolejne nowe rynki, o czym świadczy także trwający mundial. Ale sportowo wciąż jest jedną z ostatnich współczesnych aren, na której Europa stanowi centrum świata i nikt niespecjalnie zagraża jej potędze.

Wśród dziesięciu najludniejszych krajów świata jedynym europejskim jest Rosja. W gronie dziesięciu największych światowych gospodarek europejskie są już w mniejszości. Wśród najszybciej rosnących w dziesiątce jest tylko jedna z Europy. Europa nie tworzy gigantycznych spółek technologicznych ani giełdowych, jej społeczeństwa się starzeją, a powszechna narracja nie pozostawia wątpliwości, że centrum świata już dawno jest gdzie indziej. Być może jeszcze w Stanach Zjednoczonych, ale niewykluczone, że już bliżej Indo-Pacyfiku. Każde mundialowe męczarnie apatycznych Niemiec z dynamicznym Wybrzeżem Kości Słoniowej albo Hiszpanii z Republiką Zielonego Przylądka łatwo więc wpisać w szerszy obraz świata, w którym Europa oddaje pole. Wszystkie niepowodzenia europejskich reprezentacji na mistrzostwach świata służą do ogłaszania problemów, jakie mają tradycyjne potęgi wobec rosnącej piłkarsko reszty świata.

To jednak tylko jedno spojrzenie na to, co aktualnie dzieje się za Oceanem. Inne sugeruje, że futbol może być ostatnim bastionem europejskiej potęgi, która nie tylko się broni, ale wręcz rozrasta. Kraje północnej Ameryki, w których futbol tradycyjnie był na odległym miejscu wśród najpopularniejszych dyscyplin, przeżywają aktualnie piłkarską gorączkę. Kanada zdecydowała się kilka lat temu powołać do życia zawodową ligę i właśnie cieszyła się z pierwszego punktu, a potem zwycięstwa na mundialach. Stany Zjednoczone być może przeżywają najwspanialsze chwile w dziejach występów na mistrzostwach świata. Futbol zdaje się zdobywać kolejne przyczółki i jako narzędzie europejskiej soft power, produkt ekspansji europejskiego stylu życia, wciąż sprawdza się doskonale.