"Niemożliwe" i "Nie było szans" - te słowa Hubert Hurkacz powtarzał kilka razy, opisując swój dramat w meczu 1/8 finału Wimbledonu. Polski tenisista najpierw zgłosił problemy z plecami, ale to nie z ich powodu nie dokończył pojedynku z Niemcem Janem-Lennardem Struffem, w którym prowadził już 2:0 w setach.

Fot. Toby Melville / REUTERS

Hubert Hurkacz był w niedzielę zaledwie dwa gemy od pokonania Niemca Jana-Lennarda Struffa. I to właśnie wtedy zaczął się jego koszmar. Wymiar tego koszmaru jest tym większy, że dokładnie na tym samym korcie w 2024 roku doszło do dramatu, którego skutki mocno naznaczyły jego późniejszą karierę. Teraz znów musiał poddać tam mecz, choć za wszelką cenę odsuwał to w czasie. Finalnie doszło do tego przy wyniku 6:3, 7:6, 6:7, 5:7, 2:4.

Zobacz wideo Rozbrajająca odpowiedź Chwalińskiej. To zapamięta z Roland Garros

Hurkacz zwykle odpowiada bardzo krótko na zadawane pytania. Jak się łatwo domyślić, na niedzielnej konferencji prasowej przeważnie było to kilka słów. Zastanawialiśmy się z innymi polskimi dziennikarzami pracującymi przy Wimbledonie, czy 29-latek w ogóle się pojawi. Pracownik biura nadzorującego konferencje i wywiadu podczas londyńskiego turnieju przekazał nam po jakimś czasie, że Polak jest u lekarza i trwa oczekiwanie na dalsze informacje.