Dwa lata temu w drugiej rundzie Wimbledonu Hubert Hurkacz tak się rzucił do jednej z piłek, że doznał kontuzji i musiał poddać mecz. Później przeszedł operację, stracił igrzyska olimpijskie, a konsekwencje ponosił jeszcze rok później, gdy znów trzeba było naprawiać kolano. Po dwóch latach Polak wrócił na Wimbledon i na razie imponuje. W wygranym 7:6, 6:4, 6:4 meczu drugiej rundy z Sebastianem Ofnerem Hurkacz był jak z tytanu.

Fot. REUTERS/Andrew Couldridge

Dwa lata temu Hubert Hurkacz był szóstym tenisistą światowego rankingu, a dziś jest dopiero 96. Ale może jeszcze nic straconego, może tuż przed 30. urodzinami (będą za pół roku) nasz najlepszy gracz ostatnich lat wróci do ścisłej czołówki? Właśnie solidnie na to pracuje w najstarszym i najbardziej prestiżowym turnieju świata, czyli Wimbledonie.

Zobacz wideo Rozbrajająca odpowiedź Chwalińskiej. To zapamięta z Rolanda Garrosa

Dwa dni temu Hurkacz bez straty seta pokonał 12. w rankingu Caspera Ruuda (6:4, 6:2, 7:6). Teraz mierzył się ze 110. na liście ATP Sebastianem Ofnerem. Ale tylko w teorii Austriak wyglądał na łatwiejszego rywala. Prawda jest taka, że Ruud nie umie grać na trawie – z sześciu Wimbledonów trzy skończył już w pierwszych rundach, a trzy w drugich. Natomiast Ofner dwa razy dochodził do trzeciej rundy, w tym w ubiegłym roku, gdy Hurkacz oglądał turniej z kanapy.