Hubert Hurkacz otrząsnął się z niemocy za pięć dwunasta, podkręcił tempo i wygrał z Tommym Paulem (ATP 25) 4:6, 7:6 (5), 7:5, 6:2. Pierwszy raz od pięciu lat, po miesiącach tenisowej depresji, przebił się do czwartej rundy Wimbledonu. Zagra z Niemcem Janem-Lennardem Struffem.

Fot. Marko Djurica / REUTERS

Dokładnie rok temu Hubert Hurkacz (ATP 96) leżał w łóżku po kolejnej operacji kolana i prawdopodobnie zastanawiał się nad swoją przyszłością poza tenisem. Podobnie jak dwa lata temu, kiedy w II rundzie Wimbledonu doznał kontuzji kolana, która mogła zakończyć jego sportową karierę. Kiedy późną jesienią 2024 r. w Zakopanem leczył kolano po nieudanym, zapewne zbyt szybkim powrocie, serio analizował, co umie robić oprócz grania – tak mówił w wywiadzie dla "Wyborczej".

A teraz, przed kilkoma dniami, w meczu II rundy z Sebastianem Offnerem z Austrii, rzucał się do piłki w takich samych sytuacjach co w tamtym pamiętnym, tak pechowym meczu z Arthurem Filsem. Przełamana bariera strachu – zauważyła korespondentka Sport.pl Agnieszka Niedziałek. Ba, dziś Hubert Hurkacz rzucał się za piłką jak szalony, bez żadnego wahania na tym samym korcie, na którym odbył się mecz z Filsem, a nawet w tym samym miejscu tego kortu!