To była spektakularna akcja miasta przed samowolą budowlaną w Krakowie: urzędnicy zapowiedzieli wielką rozbiórkę bloku, a były prezydent Aleksander Miszalski ogłosił, że to koniec 20-letniej zabawy inwestora z prawem. Dwa miesiące później: samowola wciąż stoi, właściciel kasuje czynsze, a do bloku wprowadzili się nowi mieszkańcy.
- Właściciel czuje się bezkarny. Tak, jakby w ogóle nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji. Przez ten miesiąc w bloku pojawili się nowi mieszkańcy z państw takich jak Kambodża, którzy nic nie wiedzą o sprawie. Reszta pyta siebie nawzajem, czy mają może jakieś informacje. Większość nie mówi po polsku albo niewiele rozumie z tego, co się dzieje - opowiada nam mieszkaniec bloku przy ul. Centralnej 73 B.
To jest ulica, która jest zagłębiem samowoli budowlanych w Krakowie - są tam co najmniej cztery. Zdjęcie słynnego warsztatu samochodowego, na którym właściciel bez pozwolenia postawił kilkupiętrowy blok, znane jest w całej Polsce. Władze miasta walczą z kreatywnym inwestorem od prawie 20 lat, bo ten przedłuża wszystkie postępowania: odwołuje się od wydawanych decyzji albo wnosi skargi i zażalenia, które następnie czekają na rozpatrzenie. Za niedostosowywanie się do nakazów otrzymuje co najwyżej grzywny. Opłaca je, co na chwilę ucisza sprawę. A wynajem mieszkań w nielegalnych blokach ciągnie się dalej.








