Od początku szybko rozpoczętej trenerskiej kariery mówiono o nim, że dokona wielkich rzeczy. Niemcy mieli prawo marzyć, że któregoś dnia przyniesie im tę samą chwałę, co Joachim Loew. Jednak w momencie największej próby, rzeczywistość przyniosła cysternę zimnej wody. Porażki na mundialu stają się dla Niemców smutnym standardem, a ta ma twarz Juliana Nagelsmanna.

Nadal trudno uwierzyć w to, co wydarzyło się w poniedziałkowy wieczór w Foxborough niedaleko Bostonu. Oczywiście, w sporcie gardę z pokory trzeba trzymać wysoko, bo los potrafi przyłożyć zaraz po tym, jak ktoś ją opuści. Jednak wielu Niemców zapewne po cichu zarezerwowało już sobie czas na wtorek 30 lipca i mecz Francja - Szwecja. To właśnie w nim miał kryć się rywal, z którym nasi zachodni sąsiedzi mieli zagrać w 1/8 finału mistrzostw świata. Teraz mało kto w Niemczech ma na to ochotę. Przeciwko Paragwajowi ich kadra dała "popis" obrzydzający piłkę nożną.

Gra tak słaba, że nawet piłkarze przyznawali, iż rywalom mocniej się chciało

Gdy przypomnimy sobie Niemców sprzed dwóch lat, czyli z Euro 2024, to myślimy o drużynie, na którą przyjemnie się patrzyło. Rozbili 5:1 Szkocję w grupie, potem efektownie zagrali z Danią w 1/8 finału (2:0). Pech chciał, że już w ćwierćfinale wpadli na Hiszpanię i po dobrym meczu odpadli na tym etapie turnieju. Medalu nie zdobyli, ale można było wierzyć, że misja Juliana Nagelsmanna ma sens i może doczekać się ciekawej kontynuacji.