Zanosiło się na tę burzę - powietrze nad niemiecką reprezentacją od dawna było gęste, a w ostatnich dniach piorunami w telewizyjnym studiu zaczął jeszcze strzelać Juergen Klopp, w którym wielu kibiców upatruje przyszłego selekcjonera. No i doszło w końcu do potężnego grzmotu: Niemcy przegrali z Paragwajem po rzutach karnych i odpadli z mistrzostw świata. Trzeci raz z rzędu żegnają się z mundialem w przedbiegach, ale wciąż zakrawa to na sensację.
Można długo opowiadać o problemach Niemców i analizować wszystkie awarie, do których dopuścili w pierwszej połowie meczu z Paragwajem. Ale wystarczy opisać sposób, w jaki na przerwę udał się Julian Nagelsmann, by wyobrazić sobie, jak wiele było do poprawy. Otóż zejście do szatni było po drugiej stronie boiska, więc gdy tylko sędzia zagwizdał, niemiecki selekcjoner ruszył przed siebie jak sprinter. Po drodze mijał leniwie schodzących piłkarzy i przeskakiwał nad przenośną lodówką. Nie zwolnił nawet na moment. Wielce prawdopodobne, że odnotował prędkość większą niż Deniz Undav, Jamal Musiala i Kai Havertz w całym meczu. Co ciekawe, wypuścił swoich piłkarzy na drugą połowę znacznie wcześniej niż selekcjoner Paragwaju. Niemcy byli na boisku jakieś dwie-trzy minuty przed wznowieniem gry. Ale czy na pewno byli gotowi?
















