- Droga z nieba do piekła - przyznaje w rozmowie ze Sport.pl menedżer Mai Chwalińskiej Piotr Szczypka, podsumowując ostatni miesiąc polskiej tenisistki. Z trudem patrzył z londyńskich trybun na jej cierpienie w meczu pierwszej rundy Wimbledonu. A potem zastanawiał się, czy po niezwykle udanym Rolandzie Garrosie popełniono jakieś błędy.

Tenisowi kibice zapamiętali Piotra Szczypkę z żywiołowych reakcji, gdy na żywo obserwował, jak Maja Chwalińska w Paryżu odprawiała co rundę wyżej notowane rywalki. W poniedziałek menedżer sensacyjnej finalistki paryskiej imprezy był przygaszony, bo musiał patrzeć, jak Chwalińska przegrywa 6:2, 5:7, 2:6 - nie tyle z kwalifikantką Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii, co z własnym zdrowiem. A, jak mówi, 24-latka bardzo chciała się podczas Wimbledonu odwdzięczyć. Z dwóch powodów.

Zobacz wideo Chwalińska o najtrudniejszym momencie

Agnieszka Niedziałek: Ostatni miesiąc Mai Chwalińskiej pod kątem tenisowym można podsumować "Los daje i zabiera"?

Piotr Szczypka, menedżer Mai Chwalińskiej: Bardzo trafne sformułowanie. Droga z nieba do piekła. Taki jest sport - brutalny. I nic się z tym nie zrobi. Maja bardzo chciała, ale organizm odmówił posłuszeństwa. Wszyscy to widzieli. Co można więcej dodać? Przykre to jest. Dla nas też na pewno nie było fajnie oglądać, jak bliska osoba cierpi. Nie możesz jej po prostu pomóc, nie wiesz, co zrobić. Ona bardzo chciała dostać tę "dziką kartę", na meczu było dużo Polaków, chciała się odwdzięczyć. Walczyła po prostu sama z sobą. W drugim secie była piłka meczowa, wszystko było dzisiaj na tym korcie. Za dużo tych emocji...