O zakątku przy ul. Lektykarskiej zrobiło się głośno, gdy dwa lata temu stanęła tam trzymetrowa plastikowa palma. W tym roku palmy nie ma, za to stoją kolorowe automaty z wielkimi maskotkami, watą cukrową i gruszka bokserska.
- Ohyda i tandeta, czuję się jak we Władysławowie - komentuje Barbara, mieszkanka Śródmieścia.
Inna z osób, które mieszkają w centrum i spotkaliśmy ją przechodzącą w tym rejonie, dodaje, że aż "kłuje w oczy".
- Trudno zrozumieć, dlaczego władze miasta i konserwator zabytków nie reagują. Kilka lat temu przeprowadzono wielką akcję przeciwko szpecącym potykaczom i banerom przy restauracjach w centrum, wydawało się, że idziemy w dobrym kierunku, walcząc o estetykę miasta. Ale takie miejsca jak ulica Lektykarska cofają nas w tej walce o dwa kroki - zauważa Ilona.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.










