Nie spodziewałam się, że film z animowanymi komputerowo owcami będzie w stanie opowiedzieć coś prostego, ale zarazem ważnego o stracie i wspólnocie. A jednak.

W słynnym "Milczeniu owiec", mrocznym kryminale o kanibalu pomagającym agentce FBI schwytać seryjnego mordercę, nie było nawet jednej owcy.

Gdyby film wchodził do kin dziś, a nie 35 lat temu, można by się zapewne spodziewać internetowych komentarzy zawiedzionych widzów. Być może nawet ktoś domagałby się zwrotu pieniędzy za bilet z powodu "kłamliwej reklamy".

"Sprawiedliwość owiec" już się na taki zarzut nie narazi. Owiec, do tego mówiących, jest w tym filmie pod dostatkiem. I choć też jest to historia kryminalna, ma zupełnie inny ton niż klasyk z Jodie Foster i Anthonym Hopkinsem.

Prognoza pogody